NIEDZIELA, 01 WRZEŚNIA 2013
SOBOTA, 31 SIERPNIA 2013
głupia Wyborcza
zwykle zgadzam się ze światopoglądem Gazety ale to co tam się wypisuje po meczu ze Steauą woła o pomstę do nieba...
od dawna zauważyłem, że Wyborcza nie przepada za Legią i jej kibicami ale są pewne granice przyzwoitości a dla Gazety dwa remisy z rumuńskim klubem to wielka porażka, obciach i żenada a kibice to bandyci, których się boi cała Europa...
a jest dokładnie przeciwnie, mamy najwspanialszych kibiców w kraju a drużyna co roku walczy jak równy z równym w europejskich pucharach...
co innego inne polskie kluby, które albo przegrywają w dwumeczu 9-1 albo odpadają z takimi drużynami, o których nigdy nie słyszałem i nie sposób wymówić ich nazwy...
tak więc w ten piątek nie kupiłem już tego dziennika i zastanowię się czy sobie nie darować całkiem czytania śmiecia...
od dawna zauważyłem, że Wyborcza nie przepada za Legią i jej kibicami ale są pewne granice przyzwoitości a dla Gazety dwa remisy z rumuńskim klubem to wielka porażka, obciach i żenada a kibice to bandyci, których się boi cała Europa...
a jest dokładnie przeciwnie, mamy najwspanialszych kibiców w kraju a drużyna co roku walczy jak równy z równym w europejskich pucharach...
co innego inne polskie kluby, które albo przegrywają w dwumeczu 9-1 albo odpadają z takimi drużynami, o których nigdy nie słyszałem i nie sposób wymówić ich nazwy...
tak więc w ten piątek nie kupiłem już tego dziennika i zastanowię się czy sobie nie darować całkiem czytania śmiecia...
PIĄTEK, 30 SIERPNIA 2013
emigracja
dziewczyna mojej Przyjaciółki wyjeżdża na stałe do Angoli a wkrótce zapewne dołączy do niej moja Przyjaciółka...
czuję się oszukany, opuszczony i bezradny...
niby rozumiem, że jak nie można tutaj godnie żyć, znaleźć pracy to szuka się alternatyw ale tak nie powinno być...
psu na budę 20 lat przyjaźni :-(
wróciliśmy właśnie z pożegnalnego spotkania na miejskiej plaży i było szalenie miło i wszyscy byli zachwyceni Mikołajem ale tak naprawdę to łza się w oku kręci, bo jak Przyjaciółka wyjedzie to nie wiem co ze mną będzie...?
czuję się oszukany, opuszczony i bezradny...
niby rozumiem, że jak nie można tutaj godnie żyć, znaleźć pracy to szuka się alternatyw ale tak nie powinno być...
psu na budę 20 lat przyjaźni :-(
wróciliśmy właśnie z pożegnalnego spotkania na miejskiej plaży i było szalenie miło i wszyscy byli zachwyceni Mikołajem ale tak naprawdę to łza się w oku kręci, bo jak Przyjaciółka wyjedzie to nie wiem co ze mną będzie...?
CZWARTEK, 29 SIERPNIA 2013
rower w czwartek
wreszcie nam się udało rodzinnie pojeździć na rowerach (24 kilometry) bo od urlopu nie mieliśmy okazji wspólnie popedałować a to takie przyjemne.... no może z wyłączeniem zbierania się z domu ;-(
zrobiliśmy pętelkę zahaczając o o las i miło odpoczęliśmy poprzez lekkie zmęczenie ;-)
a rowery po tym naszym urlopie skrzeczą, ćwierkają, zgrzytają i niemiłosiernie hałasują a do tego ja przerzutkę muszę zmieniać nogą ;-)
poza tym bardzo się dziś miło czułem jak wszystkie auta ładnie ustępowały mi pierwszeństwa, bo jechałem z Dzieckiem...
koniecznie trzeba zrobić rowerowy weekend :-)
zrobiliśmy pętelkę zahaczając o o las i miło odpoczęliśmy poprzez lekkie zmęczenie ;-)
a rowery po tym naszym urlopie skrzeczą, ćwierkają, zgrzytają i niemiłosiernie hałasują a do tego ja przerzutkę muszę zmieniać nogą ;-)
poza tym bardzo się dziś miło czułem jak wszystkie auta ładnie ustępowały mi pierwszeństwa, bo jechałem z Dzieckiem...
koniecznie trzeba zrobić rowerowy weekend :-)
ŚRODA, 28 SIERPNIA 2013
złośliwy Śpioch?
kolejny raz zdarza się, że udaje mi się wcześniej skończyć więc lecę do domu aby wyjść z Mikołajem na rower a On oczywiście śpi...
czekam więc godzinę czy półtorej w stroju rowerowym aż się Dziecko obudzi ale nic z tego nie wychodzi :-(
natomiast jak wracam do domu zmęczony i Mikołaj śpi to moja chęć na drzemkę czy odpoczynek kończy się zaraz po wyjściu pani Ireny i Bąbel jest gotowy do psot tak więc zastanawiam się czy nie robi tego specjalnie ale przecież to niemożliwe ;-)
czekam więc godzinę czy półtorej w stroju rowerowym aż się Dziecko obudzi ale nic z tego nie wychodzi :-(
natomiast jak wracam do domu zmęczony i Mikołaj śpi to moja chęć na drzemkę czy odpoczynek kończy się zaraz po wyjściu pani Ireny i Bąbel jest gotowy do psot tak więc zastanawiam się czy nie robi tego specjalnie ale przecież to niemożliwe ;-)
WTOREK, 27 SIERPNIA 2013
WIELKI MECZ?
czy taki będzie dzisiejszy pojedynek o Ligę Mistrzów i czy skończy się na szale radości czy też na skrzywionej minie - nie wiem?
ale na pewno przeżywam to spotkanie bardzo emocjonalnie i chyba pęknę z nerwów wieczorem w domu, bo to najważniejszy mecz od kilkunastu lat a ja nie mogę być na stadionie albowiem Ania ma drugą zmianę w pracy i siedzę z Mikołajem...
niestety na stadionie nie będzie piekła, bo UEFA zamknęła naszą trybuną Ultrasów... z przyczyn dla mnie żenujących i choć nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych to ta decyzja jest nad wyraz dziwaczna...?
szacun dla klubu, że upycha tych kibiców na innych trybunach i będzie niby gniazdo z dopingiem ale podejrzewam, że siła rażenia kibiców będzie nieporównywalnie mniejsza i niepokoi mnie to pod względem zachowania naszych piłkarzy, bo nie na darmo mówi się, że publiczność jest 12 zawodnikiem a gospodarzom pomagają nawet ściany...
cóż.. tak czy siak startujemy o 20.45 i oby do przodu ;-)
ale na pewno przeżywam to spotkanie bardzo emocjonalnie i chyba pęknę z nerwów wieczorem w domu, bo to najważniejszy mecz od kilkunastu lat a ja nie mogę być na stadionie albowiem Ania ma drugą zmianę w pracy i siedzę z Mikołajem...
niestety na stadionie nie będzie piekła, bo UEFA zamknęła naszą trybuną Ultrasów... z przyczyn dla mnie żenujących i choć nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych to ta decyzja jest nad wyraz dziwaczna...?
szacun dla klubu, że upycha tych kibiców na innych trybunach i będzie niby gniazdo z dopingiem ale podejrzewam, że siła rażenia kibiców będzie nieporównywalnie mniejsza i niepokoi mnie to pod względem zachowania naszych piłkarzy, bo nie na darmo mówi się, że publiczność jest 12 zawodnikiem a gospodarzom pomagają nawet ściany...
cóż.. tak czy siak startujemy o 20.45 i oby do przodu ;-)
PONIEDZIAŁEK, 26 SIERPNIA 2013
obniżony nastrój
rozmyty i trochę nijaki weekend oraz brak aktywności na rowerze spowodował, że dziś humor bardzo kiepski nawet jak na poniedziałek :-(
no ale na szczęście obowiązki już poza mną a przede mną lektura książki, zabawy z Miko i gotowanie rosołu więc tylko przyjemności ;-)
no ale na szczęście obowiązki już poza mną a przede mną lektura książki, zabawy z Miko i gotowanie rosołu więc tylko przyjemności ;-)
NIEDZIELA, 25 SIERPNIA 2013
SOBOTA, 24 SIERPNIA 2013
mecz
idę dziś na ligę, pierwszy raz na trybunę Ultrasów ;-)
niby fajnie, bo dawno już nie byłem na stadionie ale przez ten wieczorny mecz cały dzień taki jakiś rozbity albowiem po wczorajszych drinkach i tygodniu pracy musiałem odespać zaległości a jak już wstałem to nie opłacało się wychodzić na rower :-(
no ale coś za coś - jak to w życiu ;-)
tak więc Anię wysłałem z wizytą do przyjaciółki i rodziny a ja zbieram siły aby dać radę przez 90 minut zdzierać gardło, skakać i śpiewać, bo na tej trybunie nie wolno się oszczędzać ;-)
ps: ale się nagle pusto cicho i nieprzyjemnie zrobiło po wyjściu Rodziny z domu:-(
niby fajnie, bo dawno już nie byłem na stadionie ale przez ten wieczorny mecz cały dzień taki jakiś rozbity albowiem po wczorajszych drinkach i tygodniu pracy musiałem odespać zaległości a jak już wstałem to nie opłacało się wychodzić na rower :-(
no ale coś za coś - jak to w życiu ;-)
tak więc Anię wysłałem z wizytą do przyjaciółki i rodziny a ja zbieram siły aby dać radę przez 90 minut zdzierać gardło, skakać i śpiewać, bo na tej trybunie nie wolno się oszczędzać ;-)
ps: ale się nagle pusto cicho i nieprzyjemnie zrobiło po wyjściu Rodziny z domu:-(
PIĄTEK, 23 SIERPNIA 2013
oj, rozhulaliśmy się alkoholowo...
wiadomo, że urlop rządzi się swoimi prawami i w związku z tym wracałem z niego z myślą o regeneracji wątroby w mieście....
ale jakoś tak się wciąż okazje znajdują...
w sobotę bo szczęśliwie wróciliśmy z wakacji, w poniedziałek bo ostatni dzień urlopu Ani, w środę bo mecz w eliminacjach LM, dzisiaj bo piątek, jutro bo wyjście na stadion na ligę....
no i wciąż pozostaje żelazny zasada "...dziecko jest dziecko, wypić zawsze można..."
;-)
ale śmiechy na bok i trzeba uważać albowiem "cienka czerwona linia" gdzieś tam się czai a ponadto kasa i zdrowie :-(
ale jakoś tak się wciąż okazje znajdują...
w sobotę bo szczęśliwie wróciliśmy z wakacji, w poniedziałek bo ostatni dzień urlopu Ani, w środę bo mecz w eliminacjach LM, dzisiaj bo piątek, jutro bo wyjście na stadion na ligę....
no i wciąż pozostaje żelazny zasada "...dziecko jest dziecko, wypić zawsze można..."
;-)
ale śmiechy na bok i trzeba uważać albowiem "cienka czerwona linia" gdzieś tam się czai a ponadto kasa i zdrowie :-(
CZWARTEK, 22 SIERPNIA 2013
Mikołaj
pierwsze wrażenie po urlopie jest takie, że nam Syn urósł, bo w porównaniu do mebli jest większy i prawie wszędzie już sięga...
niestety nie ziściło się moje pragnienie aby choć trochę mniej był uzależniony od Ani a chyba nawet po tym naszym wolnym jest jeszcze bardziej zbzikowany na punkcie swojej mamy :-(
poza tym nie chce coś gadać po ludzku ale tym się nie przejmuję (na razie) bo coś tam sylabizuję po swojemu więc chyba potrzebuje więcej czasu...
no i coraz więcej rozumie choć nie oznacza to, że się nas słucha (dziadków o wiele bardziej?) a jest raczej tzw Żywym Srebrem i wielkim Rozrabiaką ;-)
niestety nie ziściło się moje pragnienie aby choć trochę mniej był uzależniony od Ani a chyba nawet po tym naszym wolnym jest jeszcze bardziej zbzikowany na punkcie swojej mamy :-(
poza tym nie chce coś gadać po ludzku ale tym się nie przejmuję (na razie) bo coś tam sylabizuję po swojemu więc chyba potrzebuje więcej czasu...
no i coraz więcej rozumie choć nie oznacza to, że się nas słucha (dziadków o wiele bardziej?) a jest raczej tzw Żywym Srebrem i wielkim Rozrabiaką ;-)
ŚRODA, 21 SIERPNIA 2013
remis
bramkowy remis na wyjeździe w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej do Ligii Mistrzów t rewelacyjny rezultat, który brałbym w ciemno ;-)
jesteśmy tak blisko a jednocześnie tak daleko, bo ten ostatni mecz w przyszły wtorek będzie najważniejszym meczem od 17 lat gdy polskie kluby bezskutecznie próbują dostać się do tych elitarnych rozgrywek...
jak na razie jest pięknie choć zastanawiające jest powtórzenie takiego samego scenariusza po raz trzeci przez naszych piłkarzy, czyli beznadziejna gra w pierwszej połowie i przegrywanie jej a wówczas gdy wszelakie nadzieję powoli umierają nasi wstają do boju i odrabiają straty?
to tak jakby trema pętała im nogi i odradzają się w momencie gdy nie ma już nic do stracenia i może nie miałbym nic przeciwko temu, bo dzięki takiej postawie przeszliśmy już dwa zespoły ale to są do cholery zawodowcy i że trzy razy szczęśliwie się udało nie znaczy, że tak będzie dalej :-(
jesteśmy tak blisko a jednocześnie tak daleko, bo ten ostatni mecz w przyszły wtorek będzie najważniejszym meczem od 17 lat gdy polskie kluby bezskutecznie próbują dostać się do tych elitarnych rozgrywek...
jak na razie jest pięknie choć zastanawiające jest powtórzenie takiego samego scenariusza po raz trzeci przez naszych piłkarzy, czyli beznadziejna gra w pierwszej połowie i przegrywanie jej a wówczas gdy wszelakie nadzieję powoli umierają nasi wstają do boju i odrabiają straty?
to tak jakby trema pętała im nogi i odradzają się w momencie gdy nie ma już nic do stracenia i może nie miałbym nic przeciwko temu, bo dzięki takiej postawie przeszliśmy już dwa zespoły ale to są do cholery zawodowcy i że trzy razy szczęśliwie się udało nie znaczy, że tak będzie dalej :-(
WTOREK, 20 SIERPNIA 2013
druga połowa sierpnia
... gdy urlop ma się już za sobą nastraja melancholią....
dni coraz krótsze, jesień w drodze i nie ma już na co czekać :-(
dni coraz krótsze, jesień w drodze i nie ma już na co czekać :-(
PONIEDZIAŁEK, 19 SIERPNIA 2013
"jestem mucha..., MAmucha..."
takie sobie wymyślaliśmy z Żoną głupotki i gadaliśmy cały czas przez dwa tygodnie nie licząc godzin na rowerze i we śnie ;-)
przypomniało nam się nasze narzeczeństwo i ten beztroski czas gdy była tylko miłość, aktywności i balowanie :-)
moi Rodzice dali nam trochę odpocząć od Mikołaja i zabierali Go tam czy siam...
a my mieliśmy nawet przygodę, bo Bąbel został pod opieką a my poszliśmy na wino w nocy na plażę :-)
fajnie było ale zgubiliśmy się w drodze powrotnej i krążyliśmy po lasach kilka kwadransów ;-)
poza tym powróciła u nas namiętność zniewolona ostatnimi czasy przez szarość dnia codziennego więc uważam, że były to dla naszego związku bardzo udane wakacje :-)
niestety dziś gdy musiałem iść do pracy to serce mi pękało z tęsknoty za Anią i Mikołajem ale wynagrodziłem to nam tak, że popołudniu poszliśmy na długi spacer i pizzę aby Żona miała udany ostatni dzień urlopu albowiem sprytnie miała jeszcze dziś wolne....
poczuliśmy jeszcze przez parę chwil powiem wolności ale od jutra to już stuprocentowy kierat :-(
przypomniało nam się nasze narzeczeństwo i ten beztroski czas gdy była tylko miłość, aktywności i balowanie :-)
moi Rodzice dali nam trochę odpocząć od Mikołaja i zabierali Go tam czy siam...
a my mieliśmy nawet przygodę, bo Bąbel został pod opieką a my poszliśmy na wino w nocy na plażę :-)
fajnie było ale zgubiliśmy się w drodze powrotnej i krążyliśmy po lasach kilka kwadransów ;-)
poza tym powróciła u nas namiętność zniewolona ostatnimi czasy przez szarość dnia codziennego więc uważam, że były to dla naszego związku bardzo udane wakacje :-)
niestety dziś gdy musiałem iść do pracy to serce mi pękało z tęsknoty za Anią i Mikołajem ale wynagrodziłem to nam tak, że popołudniu poszliśmy na długi spacer i pizzę aby Żona miała udany ostatni dzień urlopu albowiem sprytnie miała jeszcze dziś wolne....
poczuliśmy jeszcze przez parę chwil powiem wolności ale od jutra to już stuprocentowy kierat :-(
NIEDZIELA, 18 SIERPNIA 2013
morze
kwatera
była rewelacyjna a był nią uroczy nowy domek w rozsądnej cenie :-)
Lubiatowo
bardzo przyjemna mała miejscowość położona wśród niekończących się lasów, z pięknymi pustymi plażami i jedną smażalnią, w której bywaliśmy codziennie, bo prezentowała wysoki poziom ;-)
pogoda
była bardzo średnia, bo pawie codziennie padało więc Bałtyk ugościł nas tym czym zwykle darzy turystów czyli pogodą w kratkę...
upałów nie było a chwilowo bardzo chłodno, jeden dzień był piękny a jeden tragiczny a poza tym w resztę dni jakoś dało się żyć i mogliśmy trochę pojeździć na rowerach i trochę poplażować ale związane to było z ciągłym spoglądaniem w niebo....
rower
z wyżej wymienionego względu nie przejechałem planowanej stówki i zrobiliśmy cztery wycieczki po 37,20,41,55 kilometrów, bo z jednej strony deszcz lub jego groźba psuły dalekosiężne plany a z drugiej jak już było ładnie to trzeba było popatrzeć na morze i poplażować ale i tak jestem zadowolony, bo trochę pokręciliśmy a poza tym nad morzem bardzo dużo rowerzystów więc przyjemnie się tam czułem ;-)
podróż
tam i z powrotem przeszła właściwie bezproblemowo ale i tak była dla mnie stresująca, bo od kiedy Mikołaj jest na świecie to wciąż się martwię aby coś się nie stało...
Rodzice
nie obyło się oczywiście bez drobnych zgrzytów ale ogólnie jestem zadowolony, bo było bardzo fajnie :-)
spędzaliśmy z nimi sporo czasu ale równie dużo sami lub z Mikołajem na rowerach czy spacerach....
dziadkowie
zakochali się we Wnuku na maxa i to z całkowitą wzajemnością :-)
Bałtyk
główną jego wadą jest kapryśna pogoda ale jest piękny i majestatyczny...
woda jest krystaliczna a plaże cudowne...
Mikołaj
miał oczywiście swoje humory i słabsze momenty ale mogę szczerze i obiektywnie powiedzieć, że trafiło nam się cudowne Dziecko i przeżyłem szczęśliwe dni gdy mogłem tyle czasu poświęcić ukochanemu Synowi....
była rewelacyjna a był nią uroczy nowy domek w rozsądnej cenie :-)
Lubiatowo
bardzo przyjemna mała miejscowość położona wśród niekończących się lasów, z pięknymi pustymi plażami i jedną smażalnią, w której bywaliśmy codziennie, bo prezentowała wysoki poziom ;-)
pogoda
była bardzo średnia, bo pawie codziennie padało więc Bałtyk ugościł nas tym czym zwykle darzy turystów czyli pogodą w kratkę...
upałów nie było a chwilowo bardzo chłodno, jeden dzień był piękny a jeden tragiczny a poza tym w resztę dni jakoś dało się żyć i mogliśmy trochę pojeździć na rowerach i trochę poplażować ale związane to było z ciągłym spoglądaniem w niebo....
rower
z wyżej wymienionego względu nie przejechałem planowanej stówki i zrobiliśmy cztery wycieczki po 37,20,41,55 kilometrów, bo z jednej strony deszcz lub jego groźba psuły dalekosiężne plany a z drugiej jak już było ładnie to trzeba było popatrzeć na morze i poplażować ale i tak jestem zadowolony, bo trochę pokręciliśmy a poza tym nad morzem bardzo dużo rowerzystów więc przyjemnie się tam czułem ;-)
podróż
tam i z powrotem przeszła właściwie bezproblemowo ale i tak była dla mnie stresująca, bo od kiedy Mikołaj jest na świecie to wciąż się martwię aby coś się nie stało...
Rodzice
nie obyło się oczywiście bez drobnych zgrzytów ale ogólnie jestem zadowolony, bo było bardzo fajnie :-)
spędzaliśmy z nimi sporo czasu ale równie dużo sami lub z Mikołajem na rowerach czy spacerach....
dziadkowie
zakochali się we Wnuku na maxa i to z całkowitą wzajemnością :-)
Bałtyk
główną jego wadą jest kapryśna pogoda ale jest piękny i majestatyczny...
woda jest krystaliczna a plaże cudowne...
Mikołaj
miał oczywiście swoje humory i słabsze momenty ale mogę szczerze i obiektywnie powiedzieć, że trafiło nam się cudowne Dziecko i przeżyłem szczęśliwe dni gdy mogłem tyle czasu poświęcić ukochanemu Synowi....










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz