poniedziałek, 23 marca 2026

ciężko mi

nie mogę dojść do siebie po sobotnich wydarzeniach i czuję się jakby dementor wyssał ze mnie całą radość życia ale działy się w aucie straszne rzeczy, które stają mi co chwila przed oczami i tak strasznie boli mnie, że moje Dzieci były świadkiem wulgarnych, obrzydliwych i przemocowych zachowań Żony ale nie będę się rozpisywał, bo jako osoba współuzależniona wstydzę się za partnerkę i czuję się strasznie bezradny ale podczas mojej szalonej młodości interesowałem się problemem uzależnień i wiem, że jak ktoś sam nie zechce wyjść z nałogu to nikt mu nie pomoże.

13 komentarzy:

  1. Strasznie przykro o tym czytać... czy teściowa się orientuje? czy chłopcy coś jej powiedzieli?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nic nie powiedzieliśmy ale byliśmy w szoku, bo stało się to tuż przed końcem podróży do teściowej.

      Usuń
  2. Przepraszam sie za bezposredniosc i wtracanie sie w Twoje zycie, o ktorym, tak naprawde, nic nie wiem, ale czy to nie jest najwyzszy czas na radykalne kroki? Jestes ogarnietym czlowiekiem, odpowiedzialnym ojcem i Twoim obowiazkiem jest chronic dorastajace dzieci, ktore maja prawo zyc bez strachu, kazdy ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie przepraszaj, to ja przepraszam, że piszę o takim syfie w sieci a poza tym dziękuję za komentarz....
      i tak, cały czas myślę o radykalnych krokach ale wiązałoby się to z wielomiesięcznym piekłem i boję się, że: 1 - sam nie utrzymam okrojonej rodziny, bo z alimentami może być różnie, 2 - boje się sądu, bo nie mam żadnych nagrań, zdjęć i dowodów, że żona jest uzależniona a sądy w Polsce wciąż stają po stronie kobiet i wiem, że czasy się zmieniają ale byłem kiedyś w związku z kobietą z dzieckiem, która był w konflikcie z ojcem owego dziecka to facet nie miał żadnej szansy, 3 - nie mam bezpośredniego katalizatora do radykalnych działań, którym (nie daj Boże) byłaby jakakolwiek agresja żony w stosunku do dzieci choć oczywiście wiem, że żadne dziecko nie powinno być świadkiem takich scen jak w sobotę.

      Usuń
  3. Myślę, że teściowa/teściowie powinni się jak najszybciej dowiedzieć o Waszych problemach. Przecież ich brak wiedzy działa na Twoją niekorzyść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może i tak ale uważam, że to nie ma znaczenia, bo dwa lata temu prosiłem o pomoc teściową i niewiele to dało a poza tym żona ze swoją mamą nie są w zażyłych stosunkach, gadają przez telefon, czasem raz na kilka miesięcy, czasem tygodni a dla mnie byłaby to kolejna dawka stresu, wstydu i zażenowania i tak jak pisałem w poście jak małżonka sama nie dojdzie do wniosku, że coś jest nie tak to nikt jej nie pomoże...
      ja oczywiście próbowałem groźbą, prośbą, błaganiem, pisałem maile i listy papierowe ale bez skutku albo ze skutkiem krótkotrwałym, pomijalnym w ogólnym rozrachunku :-(

      Usuń
  4. Moze na poczatek uswiadom Zonie, ze nie moze czuc sie bezkarna (mozesz nawet zablefowac, ze masz dowody, nagrania jakby co). Bardzo mi glupio tak dawac rady, ale czytam tego bloga od lat i po prostu zal mi Ciebie, a przede wszystkim Chlopcow :-( Jedno jest pewne, nie wsydz sie, pisz, mow, dzialaj, pros o pomoc, TY nie masz sie czego wstydzic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ślicznie dziękuję za rady i dobre słowa, to dla mnie bardzo miłe, ważne i pocieszające a ja po prostu będę ją nagrywał jeśli taka lub podobna sytuacja się powtórzy, bo samo straszenie żony niebieską linią nic nie dawało.
      no i wielkie dzięki za czytanie moich wypocin :-)

      Usuń
  5. Jeżeli chcesz pogadać - napisz. Jestem psychologiem w szkole podstawowej. Pracuję z dziećmi i rodzicami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję serdecznie!
      ale tak jak pisałem w poście znam temat, przeczytałem dużo książek na temat uzależnień i przez kilka lat słuchałem audycji Krzysztofa alkoholika w radiu a poza tym mam nadzieję, że będzie tak jak dotychczas czyli po eskalacji nastąpi uspokojenie na kilka miesięcy i wiem, że to nie jest żadne rozwiązanie ale na dzień dzisiejszy jestem zmęczony i rozbity i nie mam siły na rozwód czy inne radykalne scenariusze.

      Usuń
    2. Michał, to, co teraz piszę, nie jest broń Boże diagnozą, ale moją obawą i przemyśleniem po przeczytaniu Twoich odpowiedzi na komentarze - obawiam się, że jesteś współuzależniony. I tu nie chodzi o radykalne scenariusze czy podjęcie jakiś kroków w kierunku rozwodu - tylko o twój dobrostan psychiczny. Nie chcę pisać publicznie, co mi przychodzi do głowy - nie w kontekście Twojej żony, o której niewiele wiem, ale w kontekście Ciebie i dzieci. Czytam Twój blog od bardzo dawna i zwyczajnie, po ludzku martwię się o Was, bo przez tyla lat wytworzyło się coś w rodzaju więzi z Wami (o ile mozna tak nazwać jednostronną "znajomość" z autorem bloga). W każdym razie - jeżeli będziesz chciał wyrzucić z siebie pewne sprawy- zawsze możesz się odezwać. Powodzenia, chłopaku :)

      Usuń
    3. dzięki za miłe słowa (te o więzi :-))
      nie chce zawracać Ci głowy ale zaintrygowałaś mnie pisząc o tym co chodzi Ci po głowie ale tego publicznie nie napiszesz i odezwałbym się do Ciebie ale nie wiem jak? więc jakby co mój adres to: borutka@gmail.com
      pozdrawiam ciepło
      M.

      Usuń
  6. dziękuję Wam wszystkim za komentarze, naprawdę mi pomogły i trochę lepiej się czuję, DZIĘKUJĘ!

    OdpowiedzUsuń