dwa ostatnie dni nad Jeziorem Czorsztyńskim były słabo wykorzystane, bo było naprawdę gorąco, w piątek górska ekipa poszła na Trzy Korony a ja z Niko chillowaliśmy w wodzie lub barze, w sobotę odkryliśmy zapomniany przez Boga i ludzi wyciąg krzesełkowy na górę, z której zeszliśmy malowniczym kanionem, potem kąpiel w jeziorze i knajpa... dziś chłodno i z żalem opuściliśmy Pieniny i zameldowaliśmy się w jedynym wolnym miejscu jakie znaleźliśmy po drodze do Warszawy a są to domki nad Jeziorem Chańcza, Dzieci marudzą na słaby net, Mały źle się czuje i po drodze zaliczaliśmy postoje i aptekę a teraz leży więc się martwię, no ale co zrobić, leki podałem i idę z Miko na rekonesans po okolicy a poza tym jesteśmy miło zaskoczeni jaki dostaliśmy podarunek na przywitanie w kwaterze ale nie wiem co tutaj będziemy robić, bo znowu idą upały.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz