dziś pojechaliśmy na dziką plażę na Jeziorze Chańcza, którą odkryłem pływając na supie i było naprawdę fajnie, bo był normalny piasek i żałowałem, że nie mam łopaty aby budować zamek, było ostre zejście na głębokie wody a to lubię i las, który dawał upragniony cień, popływaliśmy wpław i na desce i wróciliśmy do naszego domku uprawiać chillout, który praktykujemy od kilku dni, bo miejsce temu sprzyja, w okolicy mało atrakcji, pogoda upalna więc czytamy (co nie udawało nam się w Pieninach) kąpiemy się w jacuzzi, palimy ognisko i relaksujemy się.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz