udało nam się dotrzeć do Czorsztyna ale padam na twarz ze zmęczenia, głównie psychicznego, bo wczoraj po awanturze Żony, moja Mama wylała na mnie żale o tym jakim byłem beznadziejnym nastolatkiem i jak to zmarnowałem jej pół życia ale nawet nie dyskutowałem zostawiając dla siebie mój punkt widzenia.... a dziś ruszyliśmy w trasę a w aucie coś zaczęło stukać i pukać i nawet się zatrzymaliśmy i otworzyliśmy maskę ale to równie dobrze moglibyśmy popatrzeć na silnik statku kosmicznego, cóż było robić, włączyłem głośniej muzykę i pojechaliśmy dalej ale 500 kilometrów kierowałem samochodem z duszą na ramieniu choć sama podróż była znośna pod względem ruchu i szybkości jazdy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz