choć zaczęło się nerwowo, bo w piątek Mały nie zadzwonił do mnie jak zwykle gdy powinien wrócić po lekcjach więc miałem trzy kwadranse ogromnego stresu co się z nim dzieje, przyleciałem do domu a potem pobiegłem do szkoły i okazało się, że poszedł sobie na świetlicę choć go wypisałem, były krzyki i wspólny płacz... sobota była leniwa i z aktywności to ograniczyła się do spaceru do osiedlowego drzewka czytelnika a dziś pojechaliśmy na spacer nad Wisłę, cudowne bezludne miejsce na wysokości Czerniakowa.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz